some like it hot

destruction is a form of creation

Pomimo tego, że czasem ciężko jest mi złapać oddech, bo przypominają mi się te chwile, które przed ponad miesiącem straciłam, jest pięknie.

Czasem jest mi smutno. Idąc przez miasto, przygotowując owsiankę czy pijąc kawę - jak przebłyski pojawiają się w mojej głowie projekcje wydarzeń, które już minęły i które się już nie powtórzą. Nie z tą osobą. Straciłam je? Czy może druga osoba je straciła? Ciężko zdecydować. 

To był mój przyjaciel. A teraz jest między nami ściana. Do zapamiętania: nie związuj się z przyjacielem. Bo jak go stracisz, stracisz partnera i przyjaciela jednocześnie.

Jednak jestem pełna nadziei. To przecież dopiero początek. 20 lat i kilka miesięcy. Wszystko się dopiero zaczyna.

Przeprowadziłam się do nowego miejsca. Mieszkam na własną rękę tylko przez wakacje. Ale strasznie mi się to podoba. Chciałabym już być na tyle niezależna finansowo, by wyprowadzić się od K i J. Może mieszkanie z innymi, obcymi osobami nie jest szczytem moich marzeń, ale nie stać mnie na wynajęcie całego mieszkania dla samej siebie. Zwłaszcza w Birmingham. Ale mieszkanie z przyjaciółmi? To by mi bardzo odpowiadało. Marzę o tym.

Przeprowadziłam się do pięknego mieszkania, mój pokój jest całkiem spory jak na jedną osobę, z telewizorem, podwójnym łóżkiem i kanapą. Okna wychodzą na ogród. W każdej chwili mogę wyjść do ogrodu, poopalać się, posiedzieć na trawie, po prostu odpocząć. To jest piękne.

Nigdy nie byłam przekonana do mieszkania w domku jdnorodzinnym. ale tu jest inaczej. Domki/bliżniaki stoją tak naprawdę w centrum miasta, skąd wszędzie jest blisko. Nie tak jak w moim rodzinnym kraju, gdzie przywykliśmy, że domki są na przedmieściach, skąd do centrum jest całkiem daleko i koniecznie trzeba miećsamochód, żeby pójść do kina, wybrać się po nowe spodnie czy po prostu pospacerować po starówce. A sobotnie zakupy to wyprawa na cały dzień, bo przecież trzeba wszystko kupić na cały tydzień.

Tutaj się przekonałam, że chciałabym mieć taki domek. Z ogrodem. Prawie w centrum miasta.

Codziennie piszę z Ł. Tak naprawdę nie mam szczęścia do tego imienia. Ale może wreszcie los się odmieni? 

Za 3 tygodnie idę na wesele.Nie mam sukienki. No dobrze, mam jedną, “grzeczną” sukienkę, ale ona jest na samą ceremonię ślubu cywilnego. A na wesele? Powinnam założyć coś, co oczaruje mojego partnera, coś ciekawszego. Codziennie martwię się o swoją figurę, czy zmieszczę się w tą grzeczną sukienkę. Czy to jest normalne?

Muszę. Powinnam. Trzeba. Należałoby. Te słowa zabijają.

Wesele… Moja przyjaciółka będzie żoną. Będzie miała męża. Znamy się 16 lat. A jeszcze tak niedawno siedziałyśmy na trzepaku, kupowałyśmy oranżadę za 50 gr. Ona żaliła mi się z problemów w związkach. Ja jej zawsze tego zazdrościłam. A teraz będzie żoną. Wciąż nie mogę w to uwierzyć.

Chaos. Wkrótce wszystko się uporządkuje, wszystko się ułoży.